Atrakcje miałem w pierwszym tygodniu po nabyciu rzeczonego automobilu (czerwiec 2006). Pierwszy deszcz - jazda do pracy - wyjazd z osiedlowej uliczki w lewo na główną. Ja gaz do dechy żeby się sprawnie włączyć do ruchu przed nadjeżdżającymi autami, a tu przy skręconej kierownicy bumcia prościutko w znak stojący naprzeciw. Nie spotkałem się z nim tylko dlatego, że odpuściłem gazu i podskoczyłem na krawężniku - na szczęście bez konsekwencji - skończyło się na strachu moim i żony.
Druga pomyłka - również w deszczu - na skrzyżowaniu w lewo przed dworcem PKP. Toczę się w korku na "późnym" zielonym - i zerkam w prawo czy nie ruszają już z mojej prawej i nie zauważyłem jak koleś w nowej Lagunie zatrzymał się przede mną. Żona krzykneła, ja odruchowo na hamulec - no ale go dotknąłem Pan z Renault chyba nic nie poczuł bo pojechał w siną dal - a ja zostałem z wgiętym "wąsem".
Wiecej grzechów nie pamiętam Jakoś "panowie w niebieskim" ani razu mnie nie zatrzymywali - nawet do kontroli. Oby w 2007 było równie lekko
_________________
rifresz
Mój samochód:: Zapowiada sę BMW E30 COUPE 2.5
Wiek: 24 Dołączył: 26 Gru 2006 Posty: 64 Skąd: Poznań
Wysłany: 2 Styczeń 07, 17:55
Juz sie boje wypowiedzi wlascicieli aut ponad 170 KONNYCH przykladowo E30 325 tam tylny naped daje sie we znaki ostro
Bunia: E30 1.8m10 102KM
Jakiś tam wrzesień rok temu, tydzień pięknej słonecznej pogody, pojechaliśmy nad rzekę i akurat wtedy spadł deszczyk, deszczyk jak deszczyk, dosyć intensywny ale krótki.
Jak zaczęło padać to się zwinęliśmy, a byliśmy za osobowicami no i zanim dojechaliśmy do milenijnego to już świeciło znowu słońce tylko mokro było, no i cholernie ślisko jak się za chwilę okazało.
Skrzyżowanie legnickiej z ostanim groszem, skręcam w lewo w legnicką od milenijnego no i chciałem pokazać mojej niuni żeby uważała jak w beemce dupę może zarzucić.
W lewo skręcałem tylko ja i dlatego tak zrobiłem, więc...... 1 but, 2 but, na torowisku nie miałem za dużej prędkości 40-50km/h, w legnicką już wchodziłem bokiem.......
Przyjrzyjcie się krawężnikowi przy znaku "droga jednokierunkowa" po lewej stronie legnickiej, ryska jest do dzisiaj. Skończyło się na zmasakrowanej feldze, uszkodzonym łożysku, przespawywaniu mocowań wahacza prawgo i ustawianiem geometrii(normalnie nie ustawia się geometrii w E30), rok później zaczął huczeć most-ale to już z innych przyczyn mogło być.
Wydaje mi się Ci co mają 170KM to strasznie uważają(przynajmniej ja aktualnie ;-) ), a właśnie taka 100konna beemka też potrafi sporego figla spłatać przy przesiadce z przednionapędowca.
Ostatecznie cieszę się że moja pierwsza beemka miała tylko 100koników, bo ze 170 mogłoby być różnie..... ;-)
Tak, to ta na dole tak narozrabiała..... ;-)
Ostatnio zmieniony przez Byq 3 Styczeń 07, 19:11, w całości zmieniany 2 razy
Ja z zasady jezdze spokojnie (w tygodniu robie tyle kilometrów ze w łikendy mi sie
kompletnie nie spieszy) , pozdrawiam moj fanklub wg ktorego jezdze jak na prawdziwego
emeryta przystało
... ale do rzeczy , rok temu miedzy swietami a nowym rokiem jechałem trasa strzelinska
od strony zernik wrocławskich i na rondzie (sa tam 2 pasy) predkosc nie wielka moze
30-40kmh (2bieg) skróciłem sobie droge i niestety udało mi sie nawrócic na tym rondzie
co troche zdziwiło innych uzytkowników drogi (naszczescie zadna kolizja nie miala miejsca) z tego co sie pozniej zorientowałem troche za bardzo pojechalem pasem wewnetrznym ktory jak sie okazało nie był niczym posypany w wersji "polerowana szklanka" (ot poprostu
WPO mialo chyba tylko płacone za posypanie jednego pasa)
... podobna sytucja (z tym ze juz nie nawrociłem ) miała miejsce wyjezdzajac z ulicy
terenowej na wysokosci dawnej Chemii (ulica buforowa) w lewo , deszczyk sobie troche
popadał + oponki 205 niski profil i skret w lewo .... i jak to bywa przy właczaniu sie do
ruchu z ulicy podporzadkowanej na główna dosc ruchliwą i jeszcze w lewo , sobie troche za
bardzo dodałem gazu przez co prawie zaparkowałem bokiem na przystanku autobusowym
naszczescie obyło sie rowniez bez zadnej kolizji ale strachu było sporo .
... takich sytuacji mozna podawac setki , napewno jeszcze nie jedna przed kazdym kierowca Beemki ... wnioski są proste , najlepsze opony , ABSy , ASRy i inne cuda techniki
nie zastąpią ludzkiej wyobrazni za kierownicą zwłaszcza gdy jezdzi sie tylno-napędowym autem
_________________
Ostatnio zmieniony przez Mordulec 2 Styczeń 07, 20:33, w całości zmieniany 1 raz
a ja dzisiaj jak z polski wracalem to tuz przed bawarska granica bylo juz dos sporo sniegu i oczywiscie slizko weszlem w pierwszy zakret na 2 biegu a tu czuje jak sie bokiem przesuwam ale opanowalem to i nastepne zakrety to samo ale to juz specjalnie i wszystko kontrolowane zajefajna taka jazda ( mi ASR czy tam ESP niedziala :/ niewiem czemu ale nieprzejmuje sie tym )
Pierszy dwie godziny jazdy BMW upłyneło dosyć mile i sympatycznie! trasa,trasa,trasa:)
Kiedy wpadłem do Wrocławia ostrożnie naciskałem pedał gazu gdyż paliwa miałem już niewiele....
Grabiszyńska skręt w lewo w stronę klecińskiej... chciałem nawrócić w strone cmentarza 1ruszam 2 no nie dużo było 30 km/h i przycisnałem nawet nie wiem kiedy stałem bokiem! O ***** krzyknełem ale zabawa... dostałem w czajnik od żony za wolna wypowiedź a kiedy zauważyła że stoimy bokiem dostałem w czajnik za zabawe:)
Nie sądziłem że tak to jeździ ta 316 i takie piruety.... głupie przyzwyczajenie z golfa się mnie trzymają ...... jeszcze.....
Mój samochód:: BMW E30 325i coupe
Wiek: 26 Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 24 Skąd: Ełk
Wysłany: 3 Styczeń 07, 14:56
moja nawieksza glupota teraz to wiem bylo przejechanie trasy Białystok-Ełk moja 'Krówka" w 39 minut i 29sekund.. ta trasa to dokladnie od tablicy do tablicy 99 km
_________________ Co ja Bede PIsal..Kocham Te Autko!!
rifresz
Mój samochód:: Zapowiada sę BMW E30 COUPE 2.5
Wiek: 24 Dołączył: 26 Gru 2006 Posty: 64 Skąd: Poznań
Wysłany: 3 Styczeń 07, 18:11
szaibos napisał/a:
moja nawieksza glupota teraz to wiem bylo przejechanie trasy Białystok-Ełk moja 'Krówka" w 39 minut i 29sekund.. ta trasa to dokladnie od tablicy do tablicy 99 km
ale cos sie stalo?
widze ze masz E30 2.5 170 KM ile ci to pali i jak chodzi???
nibiru [Usunięty]
Wysłany: 3 Styczeń 07, 18:33
E30, 1.8, 90KM, 4 biegi:
Jeżdżę nią od połowy października i dosłownie dwa (2) razy miałem poślizg niekontrolowany; pierwszy raz jak wjeżdżałem na milenijny na mokrej nawierzchni - rzuciło kufrem z 6 razy, ale i tak wyszedłem
Drugi raz miałem przygodę jak ostatnio spadł śnieg; zjeżdżałem z krakowskiej w lewo-koła skręcone na maksa, a auto lekko boczkiem leciało (o mało Michu mnie nie sprzątnął).
Ogólnie cieszę się, że autko jest troszkę "mułowate", głównie przez już zjechany gaźnik, ale na naukę i pierwsze auto jest w sam raz (!!).
Zwykle nie przekraczam w mieście 60km/h-szczególnie w deszcz i śnieg jeżdżę mniej niż nakazują znaki (lub ich brak).
Mój samochód:: BMW E30 325i coupe
Wiek: 26 Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 24 Skąd: Ełk
Wysłany: 4 Styczeń 07, 08:29
hmm moze nic wielkiego sie nie stalo..z ojcem mielismy taka zabawe ze pobijalismy swoje rekordy on ma Alfe Romeo 164 2.0 Turbo jego czas wynosil 43 min wiec naszla mnie ochota na pobicie tego rekordu i jak widac udalo sie:) jest ich jeszcze kilka do pobicia np Ełk-Szczyrk jego czas 6godz 11 min to jes 634Km dokladnie od chaty mojej do hotelu..wiec na wiosne zabieram sie za niego ..
Autko spisuje sie niezle pali tak jak jade do 160km/h w trasie to 11-12 gazu jak szybciej to do 15L.. po miescie pali 12 srednio z roznym typem jazdy..wiec nie narzekam tyle mocy i niewielkie spalanie. Pali mniej niz duzy fiat ktorego mialem 2 lata temu palil mi 17 ..wsumie napalilem sie na Bmw e30 335 z silnikiem Alpina ale ciezko to dostac trwaja poszukiwania pozdro
_________________ Co ja Bede PIsal..Kocham Te Autko!!
rifresz
Mój samochód:: Zapowiada sę BMW E30 COUPE 2.5
Wiek: 24 Dołączył: 26 Gru 2006 Posty: 64 Skąd: Poznań
PS. żeby nie było, że off top - złe parkowanie - 47 PLN
Normalny mandat za "zakaz zatrzymywania się i postoju" a punkta zarobił najpewniej bo stawiał "opór" albo pracownik był nadgorliwy / miejsce było wybitnie
niebezpieczne / albo zaparkował np 1 metr od znaku
Wysłany: 11 Styczeń 07, 08:18 Re: WASZE WPADKI, NIEBEZPIECZNE SYTUACJE Z TYLNYM NAPEDEM W
rifresz napisał/a:
Witam opiszcie swoje "wpadki" niebezpiecznie sytyacje z tylnym napedem w waszych BMW Proponuje zapodac jaki model i silniczek
Całkiem niedawno 2 Dzień Swiąt 2006 okolo 19;00 ( estakada za mostem Grunwaldzkim)
Smigałem do praktikera na krakowskiej i zjeżdzając z w/w estakady troszkę sie pośliznąłem i ciężko to nazwać poślizgiem kontrolowanym bo na "lewym prawym'' doleciałem az do skrzyżowania Traugutta/Pułaskiego(szczeście ze był mały ruch wtedy i trzy pasy ruchu były praktycznie wolne + zielone światełko na pierwszym skrzyżowaniu za estakadą)Byłby niezły klops.
Kolega zktórym jechałem nie wytrzymał do praktikera i sikał juz w MC Donald'sie
Lubię sobie czasem polatać bokami ale tak jak wtedy to raczej nie.
_________________ Szczęście:dobre konto w banku,dobry kucharz i dobre trawienie:-)
A ja swirowalem sobie po deszczyku 2 i 3 but i mnie wyzucilo na zakrecie z drogi:(konsekwencje dwoje drzwi z prawej strony do wymiany,prog do wyciecia i nastawianie slupka oraz uszkodzone dwie alu felgi zlamany wachacz i rozbity zderzak:(ale juz powoli sie regeneruje autko jeszcze tylko jedne drzwi do wymiany.Mimo ze mam tylko e30 318 to potrafi byc groznie:)
Pierszy dwie godziny jazdy BMW upłyneło dosyć mile i sympatycznie! trasa,trasa,trasa:)
Kiedy wpadłem do Wrocławia ostrożnie naciskałem pedał gazu gdyż paliwa miałem już niewiele....
Grabiszyńska skręt w lewo w stronę klecińskiej... chciałem nawrócić w strone cmentarza 1ruszam 2 no nie dużo było 30 km/h i przycisnałem nawet nie wiem kiedy stałem bokiem! O k***a krzyknełem ale zabawa... dostałem w czajnik od żony za wolna wypowiedź a kiedy zauważyła że stoimy bokiem dostałem w czajnik za zabawe:)
Nie sądziłem że tak to jeździ ta 316 i takie piruety.... głupie przyzwyczajenie z golfa się mnie trzymają ...... jeszcze.....
316 potrafi dobrze jeszcze pojechać!! ja jak mnie coś napadnie to wszystkie zakrety bokiem 2 i do odcięcia!! Moja dziewczyna powiedziała ze juz nigdy nie wsiądzie ze mna do auta :P hehe
a tak na serio 316 jest dobra przez 2 moze 3 tygodnie teraz juz zrobiła sie jak dla mnie za mała tzn silnik za mały hehe
_________________ Gość BMW i nic więcej!!
Kupię osłonę plastikową czarną pod elektryczny szyber dach!
O bokach na rondach pisac nie bede bo to norma nawet jak na 318
A niebezpieczna sytuacje raz mialem trasa Nysa-Opole na wysokosci Siedziny postanowilem wyprzedzic TIRa zeby nie wlec sie za nim przez cała wioche. Wszycho było OK ale z naprzeciwka leciał drugi TIR, nie przewidzialem tego ze jermu sie spieszy. Wiec redukcja na 3 bieg gaz podłoga i w tym momecie zycie mialem przed oczami wystrzelił mi LPG i zgasł silnik . Szczescie miałem ze TIR zjechał na pobocze inaczej było by po mnie miałem jakies 130km/h na blacie.
Wniosek jaki z tego wyciągłem to za dwa dni wywalilem LPG z auta i jestem zdania ze na gazie to mozna jedynie sobie odbiad ugotowac.
316 potrafi dobrze jeszcze pojechać!! ja jak mnie coś napadnie to wszystkie zakrety bokiem 2 i do odcięcia!! Moja dziewczyna powiedziała ze juz nigdy nie wsiądzie ze mna do auta :P hehe
a tak na serio 316 jest dobra przez 2 moze 3 tygodnie teraz juz zrobiła sie jak dla mnie za mała tzn silnik za mały hehe
Jako posiadacz tego samego serducha w innej blaszce muszę przyznać rację - po przesiadce z 1.3 Polo do 100- konnego E36 wrażenia niebo-ziemia...
Po pół roku auto tylko "sprawnie" jeździ, a kucyki już oswojone. Teraz wzdycham do touringa też E36 ale 325 TDs
PS. Pozdro dla wszystkich posiadaczy M40
_________________
Bob
Mój samochód:: Passat B5 TDI
Wiek: 24 Dołączył: 17 Paź 2005 Posty: 852 Skąd: West Yorkshire
Wysłany: 23 Styczeń 07, 13:08
TO bylo jakoś w lutym 3 lata temu, miałem 16lat. Było późno ok 3 w nocy, jechałem ze znajomym do Siechnic i dał mi poprowadizć samochód. E39 2.8 śnieg padał, mróz, szklanka na drodze, ja się napaliłem na 200KM pod butem i pojechałem
Dojechać dojechałem, zapierdzielałem totlanie bezmyślnie, wyprzedzałem co sie dało,bo jak myślałem,że mam kontrole trakcji dobre nowe zimówki, no i E39 to nic się stac nie może jak sie później okazało to byłem w błędzie. Jak wracaliśmy jadąc przez siechnice dojeżdza się do wiaduktu po łuku, ja po prostej dosyć cisnąłem i dojeżdzając do łuku nacisnąłem na hamulcec,aże było naprawde slizko zaczeło mi obracać autem raz drugi, miotnęło mną wyleciałem tyłem za droge przód się złapał krawęznika, ale podbilo auto i całe wypadło poza droge. zatrzymałem się z 30cm od znaku kierunek na wrocław. i z metr od drzewa, nieduzego ale jakbym na nie trafił to bym mocno auto poobijał.
Myślałem,że nic się nie stało, na początku taki szok rozwaliłem fele,opone,uszkodziłem amortyzator i aktywowałem air bag kierowcy.
Cóż... zimowa aura znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia niebezpieczeństwa lub naszej (w tym przypadku mojej) wpadki.
Wczoraj wieczorem (24.01) zawiozłem żonę do Katowic. Śniegu było co nie miara w samym wrocku, ale liczyliśmy na "służby drogowe" na A4. Niestety solniczki nie nadążały z odśnieżaniem i na drodze zrobiła się zbita masa zmarzniętego śniegu. Droga do Katowic przebiegała jednak bez większych zakłóceń (v max = 70 km/h) W samych Katowicach była już czarna droga więc można było troszkę przycisnąć (120km/h). Żonę odstawiłem na miejsce, a sam ruszyłem w powrotną drogę - było 30 min. przed północą.
Jak już pisałem wyżej, droga od strony Katowic aż do wysokości Gliwic była czarna. Jechałem sam, w radyjku grała muzyczka, w ręce REDBULL No to żeby zdążyć się wyspać (rano do pracy) na początku śmigałem sobie te przepisowe 130 km/h.
Jak wyjechałem już z woj. śląskiego droga nabierała coraz bardziej jasnej barwy (czyli coraz więcej śniegu) co zaowocowało zmniejszeniem prędkości do 100 km/h. Bardzo ładnie mi się śmigało lewym pasem i wyprzedzałem inne pojazdy.
Na wysokości ostatniego zjazdu przed górą Św. Anny (nie pamiętam na co) droga była już zupełnie biała (a ja dalej 90 - 100 km/h !!!) Pamiętam, że wyprzedzałem jakiegoś ukraińca, przy zjeżdżaniu z lewego na prawy pas (ukrainiec był jakieś 100 m za mną) zaczeło "nosić" moim autem. Jako średnio doświadczony kierowca kierownicę ścisnąłem mocniej i z wyprostowanymi kołami chciałem zjechać na bardziej wyjeżdżony pas prawy. Niestety, przy przejeżdżaniu przez błoto śniegowe autem rzuciło i przód obracało w kierunku barierek z lewej strony. Wszystko trwało może z 3 lub 4 sekundy. Próbowałem się bronić "kontrami" (broń boże nie dotykając gazu ani hamulca) ale autem rzucało coraz bardziej po przejechaniu kilkudziesięciu metrów bokami auto obróciło się lewym bokiem do kierunku jazdy i wpadło na pas awaryjny (nie muszę chyba wspominać, że nie był w ogóle odśnieżony)... Przeryłem bokiem tak kilkanaście metrów tego pasa i NA SZCZĘSCIE postawiło auto przodem. Nie zatrzymałem się nawet a ukrainiec za mną chyba stanął. Ja byłem w takim szoku (trzęsły mi się ręce i nogi), że zatrzymałem się dopiero na parkingu na górze Św. Anny. Auto przeżyło bez uszkodzeń.
Nie mignęło mi życie przed oczami jak to opowiadają, zdążyłem tylko przeklnąć i w duchu się przeżegnać...
Kilka kilometrów dalej był okropny wypadek. Pamiętam passata którego dach ściął tir, octavię i caddy'ego przygwożdżone do barierek innym tirem i VW transportera bez boku...
Nigdy wcześniej nie modliłem się tak gorliwie i z takim przejęciem jak wtedy gdy zobaczyłem co mogło się stać.
Nie piszę tego z przekory ani nie jestem "mocherem", ale całą noc nie spałem, a pisząc teraz jeszcze czuję lekkie dreszcze na plecach...
Mam nadzieję, że weźmiecie to chociaż pod uwagę jak wyjedziecie na drogi.
Pozdr.
PS. Sorka za rozmiar posta - ale chciałem się zwierzyć (żona nic nie wie )
Cóż... zimowa aura znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia niebezpieczeństwa lub naszej (w tym przypadku mojej) wpadki.
Wczoraj wieczorem (24.01) zawiozłem żonę do Katowic. Śniegu było co nie miara w samym wrocku, ale liczyliśmy na "służby drogowe" na A4. Niestety solniczki nie nadążały z odśnieżaniem i na drodze zrobiła się zbita masa zmarzniętego śniegu. Droga do Katowic przebiegała jednak bez większych zakłóceń (v max = 70 km/h) W samych Katowicach była już czarna droga więc można było troszkę przycisnąć (120km/h). Żonę odstawiłem na miejsce, a sam ruszyłem w powrotną drogę - było 30 min. przed północą.
Jak już pisałem wyżej, droga od strony Katowic aż do wysokości Gliwic była czarna. Jechałem sam, w radyjku grała muzyczka, w ręce REDBULL No to żeby zdążyć się wyspać (rano do pracy) na początku śmigałem sobie te przepisowe 130 km/h.
Jak wyjechałem już z woj. śląskiego droga nabierała coraz bardziej jasnej barwy (czyli coraz więcej śniegu) co zaowocowało zmniejszeniem prędkości do 100 km/h. Bardzo ładnie mi się śmigało lewym pasem i wyprzedzałem inne pojazdy.
Na wysokości ostatniego zjazdu przed górą Św. Anny (nie pamiętam na co) droga była już zupełnie biała (a ja dalej 90 - 100 km/h !!!) Pamiętam, że wyprzedzałem jakiegoś ukraińca, przy zjeżdżaniu z lewego na prawy pas (ukrainiec był jakieś 100 m za mną) zaczeło "nosić" moim autem. Jako średnio doświadczony kierowca kierownicę ścisnąłem mocniej i z wyprostowanymi kołami chciałem zjechać na bardziej wyjeżdżony pas prawy. Niestety, przy przejeżdżaniu przez błoto śniegowe autem rzuciło i przód obracało w kierunku barierek z lewej strony. Wszystko trwało może z 3 lub 4 sekundy. Próbowałem się bronić "kontrami" (broń boże nie dotykając gazu ani hamulca) ale autem rzucało coraz bardziej po przejechaniu kilkudziesięciu metrów bokami auto obróciło się lewym bokiem do kierunku jazdy i wpadło na pas awaryjny (nie muszę chyba wspominać, że nie był w ogóle odśnieżony)... Przeryłem bokiem tak kilkanaście metrów tego pasa i NA SZCZĘSCIE postawiło auto przodem. Nie zatrzymałem się nawet a ukrainiec za mną chyba stanął. Ja byłem w takim szoku (trzęsły mi się ręce i nogi), że zatrzymałem się dopiero na parkingu na górze Św. Anny. Auto przeżyło bez uszkodzeń.
Nie mignęło mi życie przed oczami jak to opowiadają, zdążyłem tylko przeklnąć i w duchu się przeżegnać...
Kilka kilometrów dalej był okropny wypadek. Pamiętam passata którego dach ściął tir, octavię i caddy'ego przygwożdżone do barierek innym tirem i VW transportera bez boku...
Nigdy wcześniej nie modliłem się tak gorliwie i z takim przejęciem jak wtedy gdy zobaczyłem co mogło się stać.
Nie piszę tego z przekory ani nie jestem "mocherem", ale całą noc nie spałem, a pisząc teraz jeszcze czuję lekkie dreszcze na plecach...
Mam nadzieję, że weźmiecie to chociaż pod uwagę jak wyjedziecie na drogi.
Pozdr.
PS. Sorka za rozmiar posta - ale chciałem się zwierzyć (żona nic nie wie )
no to cale szczescie ze nic Ci sie nie stalo i beemka cala, teraz to chwila nie uwagi i klopot gotowy
no to miales szczescie ... kazdy kontakt z barierka mogl sie zle , a juz napewno drogo skonczyc . warto duzo cwiczyc jazde na sniegu , wtedy latwiej przewidziec sytuacjie i trudniej stac sie zaskoczonym ... bmw jest swietnym autem na slizgawke zarowno do zabawy jak i mozliwosci wybronienia sie w ekstremalnych sytuacjach ... no ale jak sie dobrze nie poznacie to ze wspolpracy nici
_________________ Jak bede chcial pojezdzic mercedesem - gwizdne na taksowke
To i ja się przyłączę do zwierzeń, zresztąkolejny już raz.....
Podczas ostatniego śniegu w pierwszy dzień, w drodze do pracy, kierunek Środa Śląska, tuż za Leśnicą......
Droga była cała biała, coś tam posypane, także Vmax 40-50km/h. Było pusto przedemną, w sensie z naprzeciwka nic nie jechało no i chciałem zobaczyć jak ślisko jest.
Jadąc na trójce 50km/h wcisnąłem trochę mocniej gaz i akurat trafiłem na kawałek drogi gdzie zrobiło się coś takiego że na posypanym piaskiem śniegu utworzyła się warstewka lodu....
No i jak tylko kółka tylne straciły przyczepność to od razu bunia bokiem poleciała i tak sobie leciała z dobre 30-50 metrów przednimi kołami na lewym pasie tylnymi na prawym powoli zbliżając się ku lini drzew, a rów tam głęboki i las jast jakieś półtroa metra poniżej drogi.
Już nawet zacząłem wyliczać między które drzewa się wpasować coby spróbowac blach nie uszkodzić, ale na szczęście jak już przednie koła były całkiem blisko krawędzi drogi, to buniorowi się odwidziała wizyta w lesie, wwyprostował, lekko dorzucił dupą w drugą stronę i pojechał.
Dalsza droga do pracy upłynęła w miłej i wyjątkowo spokojnej atmosferze z lekko rozedrganymi rączkami.
Conajlepsze, kilka razy wcześniej to samo robiłem i szła jak po szynach, a jednak mnie jędza zaskoczyła.
Dobrze że skończyło się tylko na strachu i szanujcie te fury, bo potrafią narozrabiać.
A.......szkodom udało się uniknąć w dużej mierze dzięki zeszłorocznemu ślizganiu się w Skarbku iwszędzie gdzie popadnie, także ślizgajcie się ile wlezie w pustych bezkolizyjnych miejscach bo to jedyny sposób na okiełznanie bawarek
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum